Świadectwo Marzeny - XV Dni Odnowy 17 sierpień 2018 w Warszawie 

 

 

"Stoję dziś przed Wami ,żebyście mogli usłyszeć o żywym Bogu , który działa w życiu ludzi – nie 2000 czy 4000 lat temu na kartach Biblii, ale dziś w czasach kiedy mamy telefony komórkowe, i sondy wysyłane w daleki kosmos.

Pan Bóg działa w każdej epoce.

Ci , którzy mnie znają to wiedzą ,że od 3,5 roku jestem członkiem tego kościoła, ale to nic nie znaczy. Nie o kościół chodzi , ale o poznanie Boga. Jeżeli nie uznamy naszej grzeszności i w ufności nie staniemy przed krzyżem , na którym umarł za każdego z nas Jezus – nie ma mowy o nowo narodzeniu a co za tym możliwości słyszenia głosu Boga.

Kiedy oddałam swoje życie Jezusowi i poddałam się całkowicie Bożej woli wszystko zaczęło się zmieniać( dziękuję Panu Bogu ,że dotknął się mojego męża i w tym samym czasie nawrócił się). W styczniu 2017 r nasz Pastor Sławomir poinformował nas na zebraniu rady parafialnej ,że Pan Bóg dał mu myśl o otwarciu w Czarnkowie ośrodka misyjnego – filiału parafii chodzieskiej. Oczywiście byłam pierwsza do głosowania -ZA utworzeniem filiału. Jeszcze wtedy nie myślałam ,że Pan Bóg ma wobec nas plan.

Miałam wielką radość z tego ,że powstanie nowe miejsce ale też duży smutek ,że już nie będę widywać części sióstr i braci z naszego zboru, którzy mieszkają w Czarnkowie.

Myśl o przeprowadzce przyszła niespodziewanie. Podczas któregoś ze spotkań z Anią i Romkiem u nich domu, mój mąż rzucił taką myśl ,że mają poszukać nam jakiejś pracy a my się przeprowadzimy i będziemy w Czarnkowie tworzyć małą wspólnotę. W końcu kościół to ludzie a nie budynek. Oczywiście Ja byłam uradowana Dużo wspólnych modlitw mieliśmy z Anią i Romkiem na temat naszej przeprowadzki do Czarnkowa jak i naszego zatrudnienia. W efekcie Duch św nam dał myśl ,że mamy mieć własną działalność – ogrodnictwo. Dzięki dużemu wsparciu Ani i Romka i ich doświadczeniu w sprawach biznesowych otworzyliśmy nasze centrum ogrodnicze- w logo firmy jest siewca- chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego- mamy siać Słowo Boże.

Aby pozyskać pieniądze na towar sprzedaliśmy mieszkanie ( sprzedaż tego mieszania to odrębne świadectwo działania Ducha świętego) i od końca lutego tego roku z mężem mieszkamy w Czarnkowie ( wynajęcie mieszkania to również świadectwo działania Boga w naszym życiu).Pan Bóg nas – mnie i mojego męża powołał ,żebyśmy poszli na misję. Kiedyś jakieś 15 lat temu miałam myśl ,żeby wszystko sprzedać i wyjechać do Afryki i pomagać biednym dzieciom. Mój mąż nie chciał o tym słyszeć i zawsze mówił -że jak będzie tam internet ,to być może o tym pomyśli. Co jakiś czas ta myśl przychodziła do mnie- raczej w chwilach trudnych kiedy chciałam uwolnić się od tego świata( a byłam wtedy jeszcze osobą nienawróconą). Dziś mogę powiedzieć ,że jesteśmy na misji nie w Afryce ale w Czarnkowie ( i jest tam internet) codziennie możemy głosić o Bożym działaniu w naszym życiu. Na razie firma nie przynosi zysków ,ale ja wiem ,że Pan Bóg troszczy się o swoje dzieci i wie czego potrzebujemy, więc nie tracę wiary w Bożą obietnicę- proście a będzie wam dane, kołaczcie a wam otworzą. Teraz od 6 miesięcy mieszkamy w Czarnkowie i jestem najszczęśliwszą osobą, żyję wśród bożej rodziny – mam siostrę Anię , której nigdy wcześniej nie miałam( jestem jedynaczką) , mam brata Romka , którego uwagi przyjmuję z pokorą , mam brata Alfreda , który swoim dowcipem mnie rozwesela. Pan Bóg o wszystko się zatroszczył.

 

Zaproszeni do przemiany- to hasło tegorocznych dni odnowy-

Czy jesteś gotowy zaufać w pełni Panu Bogu ,żeby zmienił twoje życie?

Czy chcesz widzieć jego działania w swoim życiu?

Nie czekaj już dziś oddaj swoje życie Jezusowi a z własnego doświadczenia mogę powiedzieć ,że na pewno się ono zmieni na lepsze!"

 

 

Marzena Andrzejczak

 

 

Świadectwo Marzeny  - 15 miesięcy  budowania wspólnoty w Czarnkowie

Bycie Uczniem Jezusa to codzienne pozbywanie się własnego egoizmu. Przez ten ponad rok od kiedy tu mieszkamy bardzo wiele Pan Bóg mnie nauczył . Wiem ,że nie zawsze to czego ja chcę jest Jego wolą. Wiem ,że ten czas, który ja uważam za odpowiedni ,nie zawsze jest tym czasem , który Bóg uznaje za właściwy. Cierpliwość i pokora- to jest to czego Pan Bóg uczy mnie codziennie. W osobie Jezusa ma nauczyciele – mój wzór. Dzięki Jezusowi jestem zbawiona i dlatego chcę iść drogą , którą dla mnie wyznaczył.

Apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian 3,16 pisał :„ Czy nie wiecie ,że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was”  . Po czym poznać chrześcijanina , który idzie za swoim nauczycielem Jezusem Chrystusem? Po owocach Bożego Ducha : miłość, radość ,dobroć,pokój, cierpliwość, łagodność, uprzejmość to są te cechy , które nas powinny wyróżniać. Codziennie modlę się o to, abym tu w Czarnkowie była Bożym światłem dla ludzi , którzy o Bogu słyszeli ale Go jeszcze nie doświadczyli w swoim życiu.

Jak sprawdzam się na „misji”? Oj- jeszcze wiele nauki przede mną ,ale wiem, że we wszystkich trudnościach nie jestem sama. Zawsze ze mną jest mój Jezus, który w chwilach mojego lęku mówi: „ Uspokój się! Ja jestem. Nie bój się” Mt 14,27. Mam również tu naszą ,na razie niewielką wspólnotę, w której czuję się jak w rodzinie i jeżeli Bóg pozwoli to przyjdą do nas ludzie szukający żywego Boga.

                                                                          Marzena Andrzejczak

25 maja 2019

 

                          Świadectwo Hani - Chrzest wodny - 8.lipiec 2018

 

    To, że jestem dzisiaj w tym miejscu zawdzięczam Bogu Ojcu, a Bóg Ojciec posłużył się ludźmi, których postawił na mojej drodze, i którym dzisiaj chcę podziękować.

   Pierwszą z nich była babcia Marta. Zawsze zaskakiwała mnie swoją radością ducha mimo swojego wieku i stanu zdrowia. Dzięki niej miałam chociaż małe pojęcie o kościele protestanckim. Kolejne osoby to moja mama, tata, bracia i siostry z kościoła.

Moje życie przed nawróceniem, choć z pewnością krótkie, było pełne obaw. Doświadczałam przeciwności w nauce, w kontaktach z rówieśnikami i w akceptacji samej siebie.

W końcu zrozumiałam, że bez Boga nie da się żyć i więź jaką z Nim mam jest za słaba. Stało się to na moich pierwszych Dniach Odnowy w Warszawie. Bóg włożył w moje serce pragnienie pełnego oddania Mu mojego życia.

Jezus w ewangelii św. Jana w rozmowie z Nikodemem powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo nie może ujrzeć Królestwa Bożego”.

Od dnia, kiedy zawierzyłam Jezusowi, moje życie zaczęło się zmieniać na lepsze. Przede wszystkim wiem, że jestem zbawiona, że nigdy nie jestem sama, i że już nigdy nie będę skazana na samodzielność w podejmowaniu decyzji – bo jest ze mną On, który prowadzi mnie jak Dobry Pasterz. Zmiany w moim życiu są widoczne dla innych, bo moi znajomi mówią mi o tym.

Moim pragnieniem jest zbliżanie się do Boga i coraz bardziej Go poznawać i doświadczać w życiu. Dziękuję Bogu, że mam dziś wspólnotę, w której mogę się budować i rozmawiać o Bogu.

Postanowiłam przyjąć chrzest wodny, bo jest on świadectwem mojej wiary, posłuszeństwa i przynależności do Jezusa.

 

                                                                                                  Hania.

 

Świadectwo Ani.

 

    Moje dzieciństwo w aspekcie wiary, to bogobojna babcia, chodzący do kościoła dziadek i mama- też chodząca do kościoła. 

Do kościoła rzymsko-katolickiego.

Bóg zawsze obecny, groźny, ale ostatecznie jedyny, który może pomóc.

Czas liceum to czas rozmów o Bogu i o Jego słowie- z ks. J. Chrzanowskim, rodzące się pytania, odpowiedzi nie do końca zrozumiałe . Dziękuję mu, bo wprowadził mnie w świat, którego nie znałam.

Na studiach związałam się ze studenckim ruchem chrześcijańskim prowadzonym przez chrześcijan z Polski i USA. Raz w tygodniu spotkanie ogólne, raz w tygodniu studium biblijne.

Wersety, które wtedy poznałam do dziś pozostały w mojej głowie.

Tylko czy Jezus stał się moją drogą, prawdą i życiem?

Raczej tylko historyczną prawdą i czasami drogą... .

Patrzyłam na tamtych ludzi i nie wyobrażałam sobie-siebie opowiadającą o Chrystusie i zbawieniu.

Powiedziałam sobie: " można żyć dla Boga sprawiedliwie, religijnie i to przecież wystarczy, większość tak żyje i Bóg ich wyba nie zgładzi?

Mijały lata. Coraz mniej Boga było w moim życiu.

Moje życiowe kompromisy okazywały się nieposłuszeństwem wobec Boga. Małżeństwo, dzieci, niedzielne msze- traktowane raczej jako polisa ubezpieczeniowa na przyszłość; modlitwy wieczorne - prośby- jeśli wcześniej nie zasnęłam. Prośby do Boga pozostały, ale co jeszcze...?

Rozwód i kolejne małżeństwo sprawiły, że jeszcze bardziej ograniczyłam moje relacje z Bogiem.Przestałam chodzić do kościoła, ale wszystkie trudne i podniosłe momenty w moim życiu oddawałam Bogu i cieszyłam się, że Bóg mnie nie opuścił i okazywał mi swoją pomoc. Minęło kilka lat w wirze pracy i godzenia firmy z domem. Powodziło mi się bardzo dobrze.

Nastał rok 2012. Zasłabłam w pracy, szpital, itp. Jak się z tego wyplątałam, zmarła moja teściowa ( była mi bardzo bliską osobą; była mi jak matka). To był przełomowy rok, bo uświadomiłam sobie, że pomimo kochanego męża i dzieci oraz powodzenia w firmie czegoś mi brakuje. Brakuje mi społeczności z Bogiem. Przełamałam się i poszłam do kościoła na mszę w powszedni dzień. Od tego czasu chodziłam do kościoła regularnie, czasem 2 razy w tygodniu. Zrezygnowałam z niedzieli- przytłaczała mnie, skupiałam się na Słowie Bożym w prawie pustym kościele. Pewne jest, że zaczęłam szukać Boga na nowo, albo to Bóg postanowił mnie odnaleźć. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- W lipcu 2015 roku podczas naszego rodzinnego, kilkudniowego pobytu w Jarosławcu uczestniczyłam w spotkaniach w kościele rz-k. pod tytułem "modlitwa o uzdrowienie". Modlitwy, nakładanie rąk, słowa księdza. Mieszane uczucia. Słowa księdza wzbudziły we mnie niepokój, niezrozumienie. Ale sprzedawali też ksiązki. Kupiłam "Moc uwielbienia". Przeczytałam ją i w trakcie jej studiowania - świadomie i z całego swojego serca oddałam swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Prosiłam Go , aby wszedł w moje życie z całą swoją mocą, zmieniał je na swoje upodobanie bez względu na konsekwencje. I Jezus zaczął porządkować moje życie, a zaczął od tego, że dał mi wspólnotę i nowy kościół...

Po powrocie z Jarosławca byłam jak zwykle w sobotę na mszy wieczornej, ale w niedzielę mój synek poprosił mnie, żebym razem z moimi dziećmi poszła na mszę dla dzieci. Niechętnie, ale zrobiłam to dla niego. Jeszcze nigdy podczas mszy nie uczułam się tak źle, nieswojo i obco. W pewnym momencie zaczęły mi płynąć łzy. "Co się dzieje?, Co mi jest?. Nagle przyszła myśl, która już ode mnie nie odstąpiła: kościół babci Marci ( teściowej), sprawdź, dowiedz się, to jest miejsce dla ciebie, dalej tak nie możesz... To było tak silne i tak realne, że zaraz po przyjściu z kościoła- przeprosiłam rodzinę za niezrobienie obiadu i zaraz usiadłam do komputera szukać wszystkiego co możliwe na temat Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego. Czytałam doktryny, zasady itd - dziękując Bogu za pokój i radość jaka mnie przepełniała. Byłam pewna, że to Bóg, pokazał mi wspólnotę potrzebną mi, żeby żyć w "mocy uwielbienia" na codzień. To co dało się wydrukować, wydrukowałam i dałam do studiowania mojemu mężowi i dorastającym córkom. Oznajmiłam im, że pragnę należeć do tej wspólnoty. Poprosiłam męża, żeby zadzwonił do pastora w Chodzieży, którego poznaliśmy za życia teściowej. Umówiliśmy się na spotkanie. Spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że chce poznać tę wspólnotę, i że to Bóg popycha mnie w tym kierunku - dając mi pokój i pewność. Od pierwszego nabożeństwa czułam bliskość Boga i radość z obcowania z braćmi i siostrami ze zboru. Moje dorastające córki, które dobrowolnie i z ciekawości zaczęły uczęszczać na nabożeństwa- zapragnęły razem ze mną i mężem przystapić do KEM.

To wielki dar od Boga "znaleźć swoje miejsce na ziemi"- znaleźć wspólnotę i kościół, który pomaga żyć na codzień z Bogiem.

Zaczęłam po długiej przerwie czytać biblię, czytać wieczernik i książki z biblioteki parafii. "Otwarte serca, otwarte umysły, otwarte drzwi"- tego doświadczyłam ! i to chcę stosować w swoim życiu. Chcę być otwarta na Boga i Jego Syna, na działanie Jego Ducha i otwierać się na ludzi wokół mnie. Dziękuję Bogu za przyprowadzenie mnie i mojej rodziny do tej wpólnoty i kościoła.

 

                                                                                        Ania Jędraszczak  

 

Życie z Jezusem- rok czwarty.

Odkąd zawierzyłam Jezusowi Chrystusowi mojemu Zbawcy, moje a raczej nasze życie ciągle mnie zaskakuje. Pisze nasze, bo niemalże w tym samym czasie nawróciliśmy się do naszego Pana – ja, mój mąż i moje dzieci. Co się dzieję, w tym nowym życiu:

Poznaje Słowo Boże jako Słowo skutkujące w moim życiu.

Mam coraz więcej pokoju w różnych dziedzinach życia, bo uświadamiam sobie i doświadczam Bożą obecność w każdej z nich. Różne doświadczenia, przez które przechodziłam w moim nowym życiu stają się błogosławieństwem, bo uczą mnie, że w tych okolicznościach, w których byłam , nieprzyjemnych i niedobrych- był ze mną On i uczył mnie zaufania i wyprowadzał z „tej ciemnej doliny”.

Mam niewypowiedzianą radość z patrzenia na obfitość w przyrodzie wokół mnie- we wszystkim widzę Boga Ojca- hojnego Stworzyciela.

Żyję we wspólnocie braci i sióstr, są oni nieodłączną częścią mojego życia

Troszczę się o zbór. Mam przywilej i łaskę uczestniczyć w tworzeniu nowego zboru i proszę Boga o dalsze prowadzenie, aby ten zbór był „oblubienicą” Jezusa Chrystusa, aby w tym zborze- Jezus Chrystus miał swoich naśladowców, którzy będą dla świata ratunkiem i światłością.

Co najważniejsze, nie szukam już sensu życia, Bóg stworzył mnie na swoją chwałę, abym Go poznawała, uwielbiała i dążyła do uświęcenia, żeby być bliżej i bliżej i coraz lepiej rozróżniać wolę Boga. I już wiem, że jedyną prawdą na temat poszukiwań celu i sensu życia jest życie na chwałę Boga Stwórcy, co możemy osiągnąć tylko w Jezusie Chrystusie. Może się wydawać, że to tylko słowa, ale to działa! Każdy może tego doświadczyć, jeśli tyko zaufa Jezusowi!

 

Czuję się spełniona, kochana, obdarowywana, wdzięczna. Wdzięczna za wszystko. Wdzięczna za męża, z którym mogę kroczyć drogą Jezusa Chrystusa.

                                                                                  Ania J.(24.09.2018)

 

                                   Świadectwo Romana.

 

Wychowałem się w rodzinie , w której uczono mnie szacunku do obowiązków, czyli między innymi, chodzenia do kościoła, na religię, do spowiedzi w pierwsze piątki miesiąca. Trwałem w tym do końca szkoły podstawowej.

W szkole średniej przestałem uczęszczać na religię i do kościoła. Jako nastolatek nie mogłem pogodzić się i zrozumieć faktu współistnienia Boga i stosów, Boga i egzekucji, Boga i wojny.

Rozpocząłem dorosłe życie, daleko od Boga, samodzielnie podejmując decyzje co do mojej przyszłości. Odczuwałem niekiedy tęsknotę za Bogiem, ale zagłuszałem to pogonią za pieniędzmi i konsumpcją, co ułatwiała mi moja żona (pierwsza), która również żyła bez Boga.

Nadszedł "wiek męski, wiek klęski", zmęczenia i frustracji, zarówno w firmie jak i w życiu rodzinnym. Konsekwencją tego było rozwiązanie spółki i rozwód. Minąło sporo lat, w międzyczasie ułożyłem sobie życie na nowo, ale znowu bez Boga, ale już w Jego "sąsiedztwie".

W pewnym momencie, moja druga żona, zaczęła odczuwać potrzebę odnalezienia Boga w swoim życiu na nowo. Towarzyszyłem żonie w chodzeniu do kościoła w soboty wieczorem. Nie przybliżyło mnie to do Boga.

Podczas wakacji w 2015r., żona po przeczytaniu książki "Moc uwielbienia", oddała życie Jezusowi. Kilka dni później podjęliśmy decyzję zmiany kościoła, a było to wynikiem "Bożego wskazania", które żona przeżyła podczas niedzielnej mszy w naszym "starym" kościele. Nigdy wcześniej nie rozważaliśmy takiej decyzji.

W nowej wspólnocie, po raz pierwszy, odczuwałem radość z uczestnictwa w nabożeństwach niedzielnych. Od tamtej pory nigdy, żadnego nie opuściłem.

Tego samego lata pojechaliśmy całą rodziną na Dni Odnowy naszego kościoła do Warszawy. To był przełom w moim życiu duchowym. Podczas Dni Odnowy funkcjonuje tzw. "pokój modlitwy", i tam o trzeciej nad ranem, sam na sam z Bogiem i Biblią, w modlitwie oddałem swoje życie Jezusowi. (stało się to dokładnie 22-08-2015r). Wiedziałem, że Boża obecność wypełniła ten pokój , a On dotknął się mojego serca, które zapłonęło dla Niego. Idąc do "pokoju modlitwy" nie miałem żadnych postanowień, planów i oczekiwań. W czasie następnego nabożeństwa, podczas uwielbienia, słuchając "Gdy na ten świat spoglądam" w wykonaniu braci z Oklahomy, poczułem coś, co nie jest łatwe do opisania, a co było: przepełnieniem,radością, łzami, wzruszeniem, drżeniem... po prostu "Bożym dotknięciem". To tak jakby Jezus potwierdził moją przynależność do Niego.

Życie zmieniło się natychmiast.

Przepełnia mnie pokój, radość, cierpliwość, wyrozumiałość i gorliwość służenia Panu.

Każdy dzień jest dniem społeczności z Bogiem.

             

                                                                                           Roman J.